RESTAURACJA

PUB

menu

menualkoholenapojewnętrzecateringkontakt

menu

 Lissa, czyli Leśnica

W środku zimy spotkałem Wiosnę Botticellego. Niestety, oprawa tego cudu już nie była we włoskim stylu. Za olbrzymimi oknami Lissy po prostu nieustannie łomocą tiry. Ulica Średzka to koszmar Leśnicy. Malutkie, w większości zachowujące urodę dwudziestolecia międzywojennego kamieniczki przy głównym trakcie nieopodal leśnickiego zamku i wulgarny, brudny, zagarniający głosy ludzi łoskot transportowych gigantów. Orwell by tego nie wymyślił, na co pozwala wrocławski ZDiK. Wrażenie piorunujące, zwłaszcza gdy usiąść w wygodnych fotelach stojących w samej witrynie.
Wśród tych piekielnych machin, gdy trzeba krzyczeć do siebie przy stoliku, zamiast szeptać, pojawia się kobieta niezwykłej urody. Ma w sobie tak naturalne i czyste piękno, że trzeba by łajdusem, b mieć grzeszne myśli. Panna jest nie tylko śliczna i uczynna, ma także poczucie humoru. Gdyśmy na dobre ugrzęźli wśród wielokrotności smaków, zażartowała, przeprosiła i po prostu poszła p papier i ołówek. Wśród wzajemnych chichotów kuchnia zapomniała co prawd o zupie, ale może to i lepiej, bo w Lissie po niemal każdej potrawie z trudem złapiecie oddech, tyle nakładają.
Nowy pub restauracyjny jest cacuszkiem. Ładnie urządzony. W kolorach ciemnego drewna, soczystej zieleni ścian i tkanin w odcieniu bordo-salotto z arem u wejścia, salka z pluszowymi kanapami w głębi, gospoda w drewnie ze stołem bilardowym. W porze obiadowej najprzyjemniej było na pluszowych kanapach, a choć stoły są nienakrywane, to ich piękne, ciemne drewno wywołuje dobre wrażenie. Do stołów pasuje ceramika - ciemne, czarnobrązowe fajanse świetnie komponują się z wnętrzem pełnym ładnych, stylowych mebli, fotografii i reprodukcji ukazujących pomniki i życie codzienne przedwojennej Leśnicy. Jedyne, co naprawdę przeszkadza przy stole, to tytoniowy dym. Niezbyt chętnie ulatnia się z sali. Wieczorami, gdy pojawiają się bilardziści, można ulec zaczadzeniu. Z kolei spodobał mi się łaciński napis nad wejściem, że kto trzeźwy, uczynki ma nieprzyzwoite.
Menu ładne, choć w foliach dla wygody. Zacząłem od sałatki Lissa w owalnym półmisku, napełnionym cząstkami kurczaka na pekińskiej kapuście z pomidorami i ogórkami, w lekko kwaskowym sosie (9 zł). Wrażenia dość miłe, choć jak na mój gust za wiele kapusty i całość nieco harpagońsko posiekana. Sałata nie powinna zapychać żołądka, lecz subtelnie konstruować bazę. Włosi z tego względu zieleninę jedzą na końcu, i to chyba dla biesiadników Lissy ważna wskazówka - zielone po czerwonym, jak w stary dowcipie.
Zupę mi ktoś wyjadł w kuchni, ale nie spanikowałem. Spodobały mi się żeberka na osto (14 zł). Mięso o świetnej konstrukcji, miękkie, lecz w ładnej postaci, można było spierać się, czy nie właściwsze byłoby nieco młodsze prosię, ale to już nadto. Świetnie zarawione ziołami, w dobrym kolorze, przy ćwiartkach pieczonych ziemniaków wyglądało i smakowało niezgorzej. Ziemniaki, niestety, z przemysłowych paczek, czego nie pochwalam. Czosnkowy i majonezowy sos niezbyt wyszukany, fastfoodowy, można sobie darować.
Kapitalny wydał mi się ryż przy filecie z kurczęcia z grilla pod pierzynką z sera (15,50 zł). Duże, znakomicie ugotowane białe ziarna bardzo dobrze składały się z soczystością filetu. Ser tylko wybrano zbyt łagodny, jakiś taki taniosklepowy, raczej zamulający smaki niż rafinujący poczucie błogości. A przy drobiu właściwsza jest ostra stymulacja, to musi być coś z francuskiej kuchni, a nie słodkawy angielski pudding. Surówka z porów przy byłym ptaku także wydała mi się raczej dyskusyjna. Starannie pokrojone warzywa miały kolor i kształt warzyw nieco zmęczonych oczekiwaniem, choć nie gryzły jęzora specyficzną goryczką. Ale może po prostu przemarzły i niewiele dało się w kuchni naprawić.
Polecam za to kotlet schabowy z kością (15,50 zł) - domowa klasyka, z kaszą gryczaną w tle (choć ktoś w kuchni wyjadł obiecane w menu skwarki) i z surówką ze świeżych buraczków o leciutko winnym tonie. Buraczki naprawdę niezwykle starannie utarte, doprawione z sercem - jabłkiem i cebulką. Ładnie skomponowane na talerzu - cudownie świeże i pachnące. Mięso grube na palec, podpieczone po męsku, żadnych subtelności czy poniewierania włókien tłuczkiem. O soczystym, naturalnym zapachu. Z całuskiem ziołowego masła. Kasza przyzwoita i - w całości - znów porcja dla dwojga.
Na deser były lody (6 zł), bo banana w cieście z karmelem zabrakło. Lody w cztery smaki, w szklanym pucharku. Z kleksami bitej śmietany. Śmietana niestety z tuby, ale lody smaczne. O markę nie pytałem. Herbata Liptona do obiadu niedroga (2,50 zł). Alkohole według upodobania - duży wybór. Znalazłby się nawet francuski szampan do tych lodów. A jeśli poda go Wam ta piękna Wiosna Botticellego, która zabłąkała się w Lissie, zapłaćcie, ile każe, bo kto powiedział, że piękno musi być tanie.
Mnie najbardziej spodobało się, że Lissy nie omijają zwykli zjadacze chleba. A choć to najładniejsze w tej chwili wnętrze w okolicy, każdy znajdzie tu kąt i smakołyk dla siebie. Pod warunkiem że uda mu się między tirami przejść spod parkingu przy zamku na drugą stronę ulicy.


Leszek Pułka

Gazeta Wyborcza

 

Do pobrania tekst oryginalny w formacie PDF ( 954 KB )

Wrocław-Leśnica, ul. Średzka 29a

© 2006 Lissa s.c.